Z Mielnicy do Mieszkań Treningowych – droga Przemka!

W mieszkaniach treningowych znaleźliśmy miejsce dla gości z Ukrainy.
19 kwietnia 2022
Nowe życie na śniadanie!
19 lipca 2022

Przemek niebawem kończy swój pobyt w Mieszkaniach Treningowych i postanowił powspominać czasy mielnickie z Asystentem Dawidem.

Przemek wyjeżdżał na obozy do Mielnicy w latach 1981 – 1988, a więc w okresie, w którym Doktor Piotr Janaszek był najbardziej zaangażowany w ich organizację. Dla Przemka była to przede wszystkim przygoda życia. Nasz bohater wspaniale wspomina także harcerstwo, w które zaangażowani byli uczestnicy obozów. Zdobywanie odznak to coś, do czego dążył każdy i wszyscy starali się ciężko pracować, aby osiągnąć sukces. Dzisiaj, czyli ponad 30 lat później Przemek jest uczestnikiem Programu Mieszkań Treningowych.

Zapytałem Przemka, czy w naszych mieszkaniach treningowych widzi jakieś podobieństwa do obozów mielnickich, odparł: ‘’To jest całkowicie coś innego. Na obozy mielnickie przyjeżdżało się na wakacje. Tam chodziło o to, aby wyciągnąć dzieci i dać im czas pełen atrakcji, aby posmakowały, jak wyglądają lub powinny wyglądać prawdziwe wakacje. Oczywiście uczyło się tam też samodzielności, aby w dorosłym życiu samemu sobie poradzić’’.

W tej wypowiedzi Przemka można doszukiwać się rozbieżności. To w końcu wakacje, czy nauka samodzielności? Cały geniusz obozów mielnickich polegał na tym, że doktor Piotr Janaszek dając dzieciom możliwość przeżycia wakacji w prawdziwym tego słowa znaczeniu, wplótł w ten beztroski i pełen atrakcji czas możliwość zdobywania doświadczenia, które w dorosłym życiu miało zaowocować jak najlepszym przystosowaniem się do samodzielnego życia. A więc powtórzmy to pytanie raz jeszcze – wakacje czy nauka samodzielności? Jedno i drugie.

Następnie Przemek dodał: „To, gdzie znajduję się obecnie przypomina mi model skandynawski – szwedzki albo norweski. Tam organizacje wspierające niepełnosprawnych pomagają sobie nawzajem. Są asystenci wykwalifikowani w konkretnej dziedzinie. Np. przebywasz w mieszkaniach treningowych, a z innej organizacji przychodzi do ciebie asystent, który gdzieś z tobą wychodzi albo wykonuje jeszcze inne czynności, do których został wykwalifikowany. Wszystko zmierza do tego, żeby osoba z niepełnosprawnością nie była balastem, ale zarabiała na kapitał państwa.’’

Wydaje mi się, że Doktor Piotr od samego początku działał interdyscyplinarnie, choć w naszym kraju nie mógł jeszcze liczyć na wsparcie innych instytucji. Z tego powodu Fundacja i jej pracownicy, a w tym Asystenci, działają na tak wielu płaszczyznach.  Niemniej Doktor Piotr już w czasie organizowania obozów mielnickich działał zgodnie z ideą zgodną z tą skandynawską – uczył samodzielności, wzmacniał poczucie wartości, przekonywał że jeśli się chce to można i jest się potrzebnym.

Zapytałem także jak Przemek wspomina osobę Doktora Piotra

„Wesoło, fajnie, super. Doktor Piotr był takim człowiekiem, który pochylił się nad każdym. Miał czas, aby z każdym zamienić słowo. Nie czuł się szefem! On zawsze niepełnosprawnych traktował jak równych sobie. Ja Doktora Piotra pamiętam, jak codziennie rano chodził z trąbką i robił pobudkę, a potem były poranne apele. Chciał, żeby wszystko grało, żeby było wszystko spięte na tip – top. To był nasz przyjaciel i rozmawiał z nami na zasadzie kumpla. Jak był ktoś chory to przy nim siedział, troszczył się o niego i miał radio przez które komunikował się ze szpitalem – On myślał o wszystkim. Pamiętam jak kiedyś bardzo się przeziębiłem, odizolowali mnie, miałem samodzielny pokój i dwa tygodnie leżałem plackiem. Stęskniłem się za ludźmi i pod koniec obozu przychodzili do mnie koledzy i instruktorzy z gitarami, on to widział, uśmiechnął się, pokiwał głową i dał sobie spokój.”

W relacji Przemka wciąż przewija się wspomnienie Doktora Piotra w mundurze harcerskim, z trąbką w ręku lub rozmawiającego z uczestnikami mielnickich obozów, interesującego się nimi i traktującego na równi ze wszystkimi. Doktor Piotr był człowiekiem zorganizowanym i konsekwentnym, ale przy tym pełnym empatii i zrozumienia.

Jeździłeś na obozy mielnickie przez okres ośmiu lat bez przerwy, czy nawiązałeś z ich uczestnikami dłuższe przyjaźnie?

Ta sama ekipa spotykała się w Mielnicy rok w rok. Po powrocie pisaliśmy z niektórymi listy. Co roku jakieś sześćdziesiąt procent ludzi się powtarzało, znaliśmy się więc przez parę ładnych lat i kontaktowaliśmy się też po obozach w Mielnicy.

Co najbardziej podobało ci się w obozach mielnickich?

„Balety jak były w stołówce, były dla mnie super, kiedy byłem małym chłopcem. Mieli tam kolumny, wzmacniacze, super sprzęt i bardzo się tym zainteresowałem. Zawsze chciałem siedzieć za takim sprzętem i puszczać to, co kto chce. Te sprzęty obsługiwali zawsze starsi koledzy. Ja nie doczekałem tego zaszczytu. Później zabierałem swój sprzęt grający i marzyło mi się organizowanie imprez.”

Powiedziałeś mi kiedyś, że ludzie z tym samym rodzajem niepełnosprawności trzymają się razem i czasami jest problem z wzajemną akceptacją osób z różnymi rodzajami niepełnosprawności. Od dłuższego czasu jesteś w naszych mieszkaniach treningowych, jak byś porównał dogadywanie się dorosłych z niepełnosprawnością i dzieci?

„Środowisko osób niepełnosprawnych jest zróżnicowane ale to sami oni tworzą bariery. Mało kto wyjdzie z miłą chęcią poza ramy swojej niepełnosprawności. Kulawi czują się dobrze w swoim kulawym sosie.  Na początku swojego pobytu w mieszkaniach czułem się nieswojo, bo jest tu dużo osób po wypadkach. Musieliśmy się jakoś ze sobą dogadać i zrozumieć, czasem udawało się to lepiej, a czasem gorzej, ale po kilku tygodniach pobytu jest już w porządku. Z doświadczenia powiem ci, że dzieci dogadują się szybciej. Miałem kolegę Tomka i byliśmy przez parę ładnych lat dobrymi kumplami. W Mielnicy rodzaj niepełnosprawności nie wpływał na skuteczność dogadywania się ze sobą, wszyscy byliśmy dziećmi i wszyscy pragnęliśmy kontaktu z rówieśnikami.”

Jak wynika z wypowiedzi Przemka, dzieci charakteryzują się większą tolerancją różnorodności innych osób niż dorośli, to dla nas wielka nauka, z której powinniśmy czerpać pełnymi garściami.

Jak obozy w Mielnicy wpłynęły na Ciebie, na postrzeganie przez Ciebie świata i siebie samego?

„Bardzo in plus. Ja bardzo chciałem wychodzić z domu, chciałem mieć znajomych, a Mielnica w okresie głębokiej komuny, kiedy nie było jeszcze żadnych spotkań dla dzieci niepełnosprawnych, była dla mnie wybawieniem.  Później chciałem kogoś poznać (dziewczynę), a Mielnica przez wiele lat była dla mnie oderwaniem się od życia z domu. Jak byłem nastolatkiem to się śmiałem, że w ciągu dwóch czy trzech tygodni muszę kogoś poznać, zakochać się, poderwać itd. Mielnica to było dla mnie okno na świat i zawsze czekałem, aby tam wrócić!

Rozmawiał Dawid Trzuskolas – Asystent w Mieszkaniach Treningowych

Projekt Akademia Życia i Samodzielności  jest realizowany dzięki dofinansowaniu z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych  i 1% podatku. 

Logotyp PFRON i 1 procent podatku

Comments are closed.